Mniej nowych funkcji, więcej niezawodności
Najważniejsze zmiany przed szerszym udostępnieniem nie zawsze są widoczne. Często chodzi o to, aby istniejąca funkcja po prostu działała za każdym razem.

Im bliżej publicznych testów, tym mniej sensu ma dodawanie kolejnych funkcji tylko po to, aby lista możliwości była dłuższa. Znacznie ważniejsze staje się dopracowanie tego, co już istnieje. W przypadku MyDeskViewer ten etap zajął sporą część ostatnich miesięcy pracy.
Poprawialiśmy zachowanie po utracie połączenia, ponowne łączenie, prezentowanie stanu urządzeń oraz sytuacje, w których zdalny komputer znika na chwilę z sieci i po chwili wraca. To drobne rzeczy do momentu, gdy dzieją się podczas ważnej sesji. Wtedy stają się najważniejszą częścią całego programu.
Dużo uwagi poświęciliśmy również aktualizacjom. Zdalne narzędzie jest szczególnym rodzajem aplikacji: jeśli aktualizacja unieruchomi urządzenie po drugiej stronie, użytkownik może nie mieć łatwego sposobu, aby naprawić problem lokalnie. Dlatego proces aktualizacji, porównywania wersji i bezpiecznego przechodzenia pomiędzy wydaniami wymaga większej ostrożności niż zwykły przycisk „Update”.
Równolegle porządkowaliśmy interfejs. Wewnętrzne narzędzie może mieć techniczne przyciski i komunikaty zrozumiałe tylko dla autora. Produkt testowany przez innych musi jasno pokazywać Machine ID, stan połączenia, dostępne urządzenia, logowanie i funkcje, bez konieczności poznawania architektury programu.
To właśnie na tym etapie wiele ekranów zaczęło wyglądać prościej, mimo że pod spodem aplikacja stawała się bardziej rozbudowana. Dobry interfejs powinien ukrywać zbędną złożoność, a nie przenosić ją na użytkownika.
Nie oznacza to, że wszystkie problemy zostały rozwiązane. Publiczna beta istnieje właśnie po to, aby znaleźć te przypadki, których nie przewidzieliśmy. Różnica polega na tym, że dziś MyDeskViewer potrafi już znacznie lepiej radzić sobie z codziennymi zakłóceniami i wracać do poprawnego stanu bez ręcznej ingerencji.